Wrz, 7, 2010

Sonda

Która wersja naszego serwisu bardziej Tobie się podoba?
 

Wesprzyj nasz serwis!!!

Ostatnie komentarze

Bezrobocie - fałszyw...
Jestem za liberalizmem umiarkowanym i roztropnym. ...
Sprawa KRUS
szkoda słów Panie Goliszewski http://biznes.inte...
Nagroda im. Krzyszto...
Laureatom serdecznie gratuluję!!!

Statystyka

Members: 2
News: 51
Web Links: 2
Visitors: 257004

Nagłówki RSS

Bony czy kredyty PDF Print E-mail

Bony czy kredyty

W artykule „Jak dzielić” („NC” Nr 10/1991) Janusz Korwin-Mikke jeszcze raz zajmuje się problemem prywatyzacji . Spośród wielu koncepcji zmiany stosunków własnościowych w gospodarce ostały się dziś tylko dwie – kredytowania zakupów inwestycyjnych oraz wyposażenia obywateli w „bony prywatyzacyjne”. JKM wyraźnie opowiada się za kredytem, każąc nam jednocześnie zastanowić się co stanie się, gdyby wydano bony. Na wszelki wypadek zastanówmy się, jednak co stanie się jeśli wcieli się w życie  propozycje autora. Czytamy więc, że banki udzielą kredytu w wysokości 99% wartości inwestycji, wykorzystując w tym celu kredyt z NBP (oparty o posiadanie przez Skarb przedsiębiorstwa). Otóż banki nie będą udzielać kredytu – będą tylko obsługiwać transakcje, nie udzieli go także NBP, bo nie ma na to środków. Kredytobiorcą może być jedynie Skarb – jako właściciel. Dalej: „nabywca spłaca procent bankowy i jakąś minimalną choćby część kredytu”.

Jak rozumieć sformułowanie „choćby minimalną część”? Może to oznaczać, że Skarb udziela kredytu na wiele lat (100?), lecz wtedy znacznie zwiększa się ciężar odsetek, lub… że dług zostanie umorzony po spłacie jego minimalnej części.

                Operacje udzielania kredytu i jego spłaty mają się odbywać bezgotówkowo. No, no! Czyżby spłata miała się odbyć w naturze?

                JKM proponuje licytację, do gry w „Gazdę”, o ile jednak w grze, ten kto przerzucił linę przegrywa, o tyle podczas licytacji jest dokładnie odwrotnie – pulę zgarnia ten kto rzuci najdalej. Czy będzie to rzeczywista wygrana pokaże dopiero czas.  W licytacji ludzie rozsądni wycofają się, w obawie o przekroczenie wartości zakładu. Tych obaw nie będzie miał wariat (wśród wariatów będzie oczywiście pewien procent geniuszy biznesu) i ten kto będzie się kierował następującą taktyką.: „Kupuję za wszelką cenę i płacę 1%. Zostaję właścicielem zakładu z obciążoną hipoteką. Sprzedaje ruchomości za 30% i ogłaszam bankructwo. Dostałem za darmo 29% i w następnych licytacjach tym bardziej przebujam prawników”.  Tu jawi się problem, kto jest w koncepcji „rozdawnictwa kredytu” naprawdę właścicielem zakładu? Czy wygrywający przetarg dysponuje pełnią praw własności ? ( wtedy możemy mieć do czynienia z opisywanym wyżej procentem) czy może nadzór nad przedsiębiorstwem sprawuje Skarb ( by uniknąć nadużyć) do chwili spłacenia kredytu? Jeśli to drugie, to państwo nadal kierować będzie gospodarką; wady pierwszego już opisaliśmy. Tak więc sprzedaliśmy już zakłady wariatom i hochsztaplerom – ale przecież nie wszystkie! Większość z nich kupią normalni i uczciwi ludzie. Na zakup zaciągnęli 10-letni kredyt z oprocentowaniem 3% (1%koszta bankowe, 2% koszta kredytu), załóżmy, że dochód netto przedsiębiorstwa wynosi 15% jego wartości. Spłata kredytu z jego odsetkami będzie wynosić z grubsza 12%. Na rozwój zakładu i potrzeby właściciela zostaje ledwo 3% resztę zagarnie Skarb. Następować więc będzie transfer zysku z sektora prywatnego do publicznego. Istny nonsens!

                JKM ilustruje swój wywód znakomitym przykładem sprawiedliwego podziału spadku. Jest on bardzo podobny do problemu prywatyzacji – ale, podobnie jak gra w gazdę, nie do końca. Po dokonaniu podziały spadku ci, którzy najwyżej go wycenili spłacą pozostałych spadkobierców. Przy „rozdawnictwie kredytów” spłacają zaś notariusza (Skarb)!

                Oczywiście, odpowie JKM, państwo podzieli się łupem ze „spadkobiercami” zmniejszając podatki… albo apage satanas – fundując nam darmowe szkoły, opiekę lekarską, czy też wyższe emerytury.

                Co zatem robić?

                To jasne! Rozdawać bony prywatyzacyjne, które obok wielu wad, mają jednak zasadniczy walor – raz na zawsze zrywają związek między państwem i gospodarką. I o to chodzi!       

 

Krzysztof Dzierżawski, Bony czy kredyty, „Najwyższy czas” nr 14 (53) , 6 IV 1991, s. VII

Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz

busy