Recesja, inflacja, bezrobocie, deficyt budżetowy – współcześni jeźdźcy Apokalipsy najechali polską gospodarkę w I kwartale 1991 roku. Skąd przybywają?
Wśród rozmaitych wyjaśnień szczególną popularnością cieszą się te, które głoszą, że jednym z istotnych powodów obecnych tarapatów jest załamanie eksportu do krajów d. RWPG – w szczególności do ZSRR. Załamanie to jest skutkiem zmiany zasad rozliczeń, sprowadzające się do likwidacji rubla transferowego i zastąpienia go walutami wymiennymi. Dokonajmy analizy tego twierdzenia.Wg. „Komunikatu o sytuacji gospodarczej kraju w I kwartale”opracowanego przez GUS („Rzeczpospolita” 29.04.1991) w roku 1990 nasz eksport do europejskich krajów RWPG wyniósł 29,085 bln złotych,zaś import 20,151 bln. Nadwyżka eksportu nad importem wyniosła więc 8,934 bln złotych *). Oznacza to, że w zeszłym roku wysłaliśmy do naszych przyjaciół maszyny, surowce, urządzenia i inne towary wartości prawie 9 bilionów, za które otrzymaliśmy w zamian – jak to obrazowo wyjaśniał Amerykanom prof. Milton Friedman – kupę papieru pomalowanego na czerwono. Istota tej operacji polegała na tym, że przedsiębiorstwa eksportowały swoje wyroby , za co otrzymały od importera owe nieodżałowane transferowe ruble. Natychmiast udawały się do banku, który wymieniał im czerwony papier na złotówki po kursie ustalonym przez NBP. Skąd banki brały na to pieniądze? Są dwie możliwości: albo dostawały je z budżetu (dotacje), albo prosto z drukarni (inflacja). Podsumujmy.Produkcja eksportowa do krajów b. RWPG kosztowała państwo w 1990 r. 9 bilionów złotych. Obciążała ona obywateli bezpośrednio (podatek inflacyjny) . Tak więc, zeszłoroczna praktyka dowodzi, że utrzymywanie jej w dalszym ciągu nie tylko nie zapobiega niektórym wymienionym we wstępie nieszczęściom, lecz wręcz je generuje (deficyt budżetowy, inflacja). Co do recesji zaś, to nie jest ona przecież zjawiskiem bezwzględnie niepożądanym. Dużo większe zło stanowi utrwalenie archaicznej struktury gospodarczej, nastawionej na produkcję nikomu niepotrzebnych i w dodatku beznadziejnej jakości dóbr (?)
Gdyby ktoś nie został tym rozumowaniem przekonany, to oświadczam, że za niewielką prowizję gotów jestem pomalować papier na czerwono i wręczyć go dyrektorom upadających przedsiębiorstw – tyle ile zdołają udźwignąć.
Krzysztof Dzierżawski
*) Dla porównania: budżet na 1990 r. przewidywał wydatki na obronę narodową w wysokości 10, 083 bln zł.